Nasz nowy świat.

Tarnów – moja WIELKA niewiadoma…

Jeszcze 3 lata temu, kiedy moje życie było w innym wszechświecie nie miałam  fiołkowego pojęcia gdzie jest Tarnów. Wtedy NS był szczytem moich wycieczek i też wydawał mi się na końcu świata.

Od kiedy znam T. Tarnów stał się ważną częścią mojego dziwnego świata.  Trasa Tarnów – NS jest przemierzana przez Niego często dwa razy w tygodniu. Jakoś nie narzeka na te dojazdy 🙂 dla Mnie i Dziobaków to zawsze wyprawa jakby co najmniej na Madagaskar. Nie wiem właściwe dlaczego. Chyba wyjazdy pociągami z dwójką młodocianych i tobołami (bo zabawki, ciuchy na zmianę – nawet na dwa dni) to gdzieś w mojej głowie wyprawa.

Nie bywamy więc tu często, nie znam więc dobrze miasta. Gubię się w nim nawet nawigacją w telefonie. Smerfetce kojarzy się głownie z pewną salą zabaw. Jest ona w związku z tym obowiązkowym punktem programu każdego wyjazdu. Nie da się tego ominąć 🙂 Pamięta też ciągle wakacyjne spotkania z klaunami na Wałowej. Tak, o tym może bez końca opowiadać i oglądać zdjęcia.  Dziobak znowu za każdym razem musi zaliczyć Park Wodny. Nie ukrywam, że dla mnie to też ulubiona atrakcja Tarnowa.


Dla mnie to miasto stało się, przez serię niefortunnych zdarzeń, albo może znak od losu miejscem które budzi we mnie niepokój.  Jako miasto jest piękne, pełne tajemniczych zakamarków, historycznych miejsc. Widzę je oczami T. który jest w tym tarnowskim klimacie zakochany. Zna ludzi, miejsca ciekawe historie, świeże plotki. Fakt, że funduje mi tu przedziwne atrakcje, które zazwyczaj są moim „pierwszym razem” – od dożynek od kuchni po elegancki wieczór poetycki. Czasem coś opowiada o tym co tu przeżył, jak duże znaczenie ma dla niego to miejsce. Skąd więc lęk i niepokój?  Tu widzę T. innymi oczami niż w NS czy G. I zdaję sobie sprawę, że to tutaj jest prawdziwym T. Bo tak jak mnie G. tak jego Tarnów uwalnia od wszelkich póz i masek. To najbliższe nam miejsca sprawiają, że czujemy się komfortowo i nie musimy niczego i nikogo udawać. Tylko czemu ja wolę T. w NS? Bo w Tarnowie czuje każdym zmysłem, jak mało nadal Go znam. I nie zmienia się to niestety z czasem. Nie znam bliskich mu osób, ważnych historii z Jego życia. To pewnie moja wina bo rzadko tu bywam, tylko kiedy już jestem to mam wrażenie że jest bi dużo bardziej obcy niż w NS. Tam jesteśmy sami dla siebie, my i dzieci. W G On zna już praktycznie wszystkich moich najbliższych, tam jest też częścią mojego życia. A ja w Tarnowie jestem gościem. I być może jest to tylko w mojej głowie bo Dziobaki lubią tu być i chyba czują się już jak w domu.

Wydarzyły się tu historie, które mnie zabolały, zraniły i boleśnie uświadomiły że nie do końca jest tak jak bym chciała i trudno mi teraz przejść nad tym do porządku dziennego, zacząć  od nowa. Nie byłoby łatwo rozpoczynać wspólne życie tutaj, chociaż pewnie jest to jedna z opcji.

Czy odczaruje magiczny Tarnów dla siebie kiedyś? Nie wiem. Bez T. i mojej dobrej woli na pewno się nie uda. Jeżeli NS mógł stać się nowym domem to może Tarnów stanie się bezpiecznym i moim miejscem.

Tylko wtedy zbankrutujemy przez basen i kulki 🙂

Zostawiam kilka fotek z zajęć feryjnych w Lisiej Górze i naszych spacerów po Tarnowie

dav
dav
dav

 

1 thought on “Tarnów – moja WIELKA niewiadoma…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *