Dziobaki i inne zwierzęta domowe.

Rodzeństwo – tak naprawdę kochają się czy nienawidzą?

 

Jestem jedynaczką. Pamiętam, że  w dzieciństwie ciągle słyszałam, że na pewno jestem rozpieszczona i jak rodzice mogli mi zrobić taką krzywdę. Ja tego nie czułam w ten sposób. Taki był naturalny stan rzeczy. Jak każda dziewczyna marzyłam o starszym bracie ale jak słyszałam o wiecznych kłótniach z rodzeństwem moich koleżanek to cieszyłam się, że nie muszę tego w domu wytrzymywać. Na pewno nie byłam rozpieszczona przez rodziców. Ojciec  był surowym człowiekiem, który nade wszystko cenił sobie swój święty spokój i nie życzył sobie mieć jakichkolwiek problemów z dzieckiem. Mama zawsze zapracowana, miała ze mną wspaniały kontakt i ja nie zrobiłabym niczego, co mogłoby ją zmartwić. Idealnie nie było, ale było dobrze mi z tym jedynactwem. Dopiero kiedy dorosłam zaczęłam odczuwać brak tej braterskiej czy siostrzanej miłości. Tej magicznej więzi, wspólnych wspomnień, takich spraw, których ani czas ani odległość nie zniszczą.

Tak naprawdę cały temat posiadania rodzeństwa zaczęłam rozważać dopiero będąc w drugiej ciąży. Ani ja ani B. nie znaliśmy tematu z autopsji. Ja martwiłam się jak sytuację zniesie, jedyny i najukochańszy Dziobak, czy będę umiała mu pomóc przez to przejść. I wiecie co? Okazało się, że lęk był nieuzasadniony. Młody stał się fantastycznym starszym bratem, jednocześnie głośno i dobitnie zaznaczając swoje 3-letnie jestestwo. Szybko nauczył się podstawowych czynności pomocniczych przy niemowlęciu a z biegiem czasu to Smerfetka, wpatrzona w niego jak w obraz uczyła się dosłownie wszystkiego. I tak jest do dziś. Zapomniałam już ten cielęcy wzrok wpatrzony w starszego brata jak w guru i powtarzanie każdego gestu. Przypomniał mi o tym pewien filmik sprzed jakoś 4 lat, kiedy ledwo chodząca Smerfetka dzielnie, krok w krok, podąża za bratem i każdy jego ruch małpuje na miarę swoich możliwości. Pomijając fakt, że filmik ten nagrany w innej rzeczywistości zadziałał na całą naszą trójkę niesamowicie mocno – chociaż chyba na każdego inaczej.

Teraz, kiedy oni czasem kłócą się 24 godziny na dobę o jeden mazak albo kto ma rację wydaje mi się że się nie lubią, że mają się serdecznie dosyć. Wystarczy popatrzeć na ten film albo rozdzielić ich na jeden dzień. Tęsknią jedno za drugim, martwią się o siebie nawzajem, są dla siebie największym wsparciem. Motywują się do działania. Są zupełnie różni od siebie. Inaczej się rozwijali od pierwszych dni, lubią inne potrawy, czym innym się interesują i w czym innym są naprawdę dobrzy. Jednak razem tworzą niesamowity duet i są niezniszczalni. Mają spore szanse zniszczyć mój słuch oraz stabilność emocjonalną, ale ich nic nie zniszczy 😊

 

Gdybym nie była jedynaczką, nie byłam teraz trak bardzo sama. Byłby ktoś, kto znałby moich rodziców i historię tak jak ja, były moją rodziną – której tak bardzo mi brakuje. Cieszę się, że moje dzieci mają siebie nawzajem. I nie wiem czy to kwestia 500 + czy wysyp nowych członków rodziny wśród ich kolegów i koleżanek ale chórem domagają się młodszego rodzeństwa 😊

 

2 thoughts on “Rodzeństwo – tak naprawdę kochają się czy nienawidzą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *