Życie po katastrofie.

O strachu, który aż boli.

Mam wahania nastrojów. Nasilają się w ostatnich tygodniach bez wyraźnej przyczyny. Ataki panicznego strachu dopadają mnie znowu. Po terapii udało mi się większość lęków dosyć skutecznie wyciszyć, tak mi się wydawało przynajmniej. Moment pierwszych, w miarę spokojnych zakupów w centrum handlowym uznałam za bardzo przełomowy. Niestety wracają do mnie moje strachy, powodują rozedrganie, dołki, koszmary nocne i wahania nastrojów.
Boję się tego, czego nie mogę kontrolować a przecież nie da się kontrolować wszystkiego. Boje się nowych uczuć i poddania się im. Buntuje się i miotam, chce uciekać, albo sprawić że to T. ucieknie. Wtedy będę czuć to co jest mi dobrze znane….pustkę, samotność, poczucie bycia zostawioną samą. Najgorsze że ja to doskonale wiem, jestem w pełni świadoma ale nie potrafię kompletnie nad tym zapanować.
Boję się też tego co niewiadome, niespodziewane, nie dające się zaplanować. A przy dzieciach prawie wszystko takie jest. Ciągle coś się wydarza a ja się boję. Albo mi się w głowie wyobraża co może się wydarzyć (a wyobraźnie mam bardzo bujną, szczególnie jeżeli chodzi o czarne scenariusze) i jak już się wyobrazi to mi jest słabo, to wtedy aż boli. Dziobak był dziś na całodniowej wycieczce ze szkoły….możecie sobie wyobrazić ile ja zdążyłam sobie nawymyślać koszmarów za ten czas. Jak wrócił to mnie aż mięśnie bolały z tego napięcia, z którego nawet nie zdawałam sobie sprawy cały dzień.
Bardzo dziwnym zjawiskiem są moje reakcje na samo słowo „niespodzianka”. Wypowiadane przez T. czy Dziobaki. Też wywołuje to u mnie strach. Nie chce tych niespodzianek ale młodym nie mogę tego powiedzieć a T. tego nie rozumie. Mi potrzebne jest bardzo poczucie bezpieczeństwa i stabilizacja. A nie mam tego zupełnie, właściwie to ja mam być tą skałą i zapewniać to wszystko Dziobakom. Tylko jak mogę dać im coś czego sama nie mam za grosz. Wydaje mi się, że daje im ciągle mój lęk i frustrację. Tak mi się czasem wydaję, ze jestem sama na pustkowiu w czasie burzy i muszę tylko ochronić moje dzieci przed tym złem dookoła. Wziąć to na siebie, nie ważne jak bardzo będzie bolało.
Nie wiem, czy to powrót do punktu sprzed terapii, chyba nie do końca bo płaczę, nawet dosyć często, i też nad tym nie panuję. Martwię się, że zakupy znowu stały się traumą, jutro mamy w planach kino – nie wiem czy dam radę. Już się tego boję…..
kresby_20_20110618_1335518771

strach_164

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *