Nasz nowy świat., Życie po katastrofie.

o samotności w tłumie….

Jestem sama, ciągle sama. Im dłużej tak jest, tym bardziej dziczeje. Już mi się nie chce z nikim gadać. Mówienie do Dziobaków sprawia mi trudność. Złapałam się na tym dzisiaj. Byliśmy sami w domu. One grały, rysowały gadały cały czas…do siebie i do mnie. Ja prasowałam, układałam w półkach i milczałam. Myślami byłam gdzieś indziej, w oczach cały czas mokro. Nie chce mi się odbierać telefonu, odpisywać na wiadomości. Dziczeje tu.
W tamtym życiu przez telefon gadałam cały czas, między ludźmi byłam bez przerwy. W pracy i poza nią. To były rozmowy a nie wymiana informacji, prawdziwe rozmowy z bliskimi mi ludźmi. Kiedyś się śmiałam, nawet w trudnych sytuacjach. Teraz nie ma z kim. Mojej M. nie ma, B. nie ma. Dziewczyny strasznie daleko i wszystkie jesteśmy ciągle zajęte. Nawet nie ma kiedy przez telefon pogadać. coraz rzadziej się śmieje.
A tutaj…. nie jest łatwo. Tak się czuję jakbym była na bezludnej wyspie. Wszyscy są zajęci sobą, pogadają chwile i wracają do swoich spraw. Nie ma szans na jakąś bliską znajomość. Zresztą ja tu nie pasuje, ja inaczej widzę świat. Chyba nauczyłam się nie mówić już nic, bo po co? Tylko, że źle mi z tym. Niedawno boleśnie przekonałam się o tym, że z innego świata jestem zupełnie. Takie małe rozczarowanie. A jednak bolało, bo jak się ma emocje na wierzchu to wszystko boli.
Co mi z tego mojego mieszkania pięknego i wielkiego stołu jak nie ma kto przyjść mnie odwiedzić i wypić kawę?
Dobrze, że jest blog, że jesteście Wy, że jest FB. Już od dawna życie moje jest głównie wirtualne. I raczej takie już pozostanie na dłużej. Bo ja nie potrafię być inna, dopasować się. Udowadniać nikomu że nie jestem wielbłądem. Tylko, że z przerażeniem uświadomiłam sobie dziś, że dziczeję i jestem coraz bardziej zdołowana.
Ciesze się, że niedługo przyjadą moje kochane B. i W.. I Bosman. Tak strasznie za nimi tęsknie. Zbliża się I Komunia Dziobaka. Taki ważny nasz dzień. Bardzo stresujący ale wyczekiwany. Szkoda tylko, że nawet nie mam z kim wyjść kupić sobie czegoś do ubrania.
dav

2 thoughts on “o samotności w tłumie….

  1. Ja 5 lat temu przeprowadziłam się z dużego miasta na wieś, żeby być z „ukochanym”. Jakoś uroków wsi do tej pory nie doceniam, bo brak mi kontaktów z ludźmi i to we życiu realnym…
    Może nigdy nie byłam zbyt towarzyska, nie wychodziłam zbyt często „na kawę”, czy „na piwo”, ale jednak człowiek codziennie był w pracy, gadał z ludźmi i czasem jednak gdzieś z kimś poszedł (kino, spacer, pogaduchy)… Doskonale Cię więc rozumiem,,,

  2. Ewuśka moja Kochana jakże mi smutno czytać Twoje słowa. Mogę Cię tylko przytulić na odległość i bardzo prosić…mimo wszystko nie poddawaj się. Pamiętaj, że są tacy co Cię kochają i myślą o Tobie.
    Ściskam mocno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *