Życie po katastrofie.

O czym marzę kiedy przestaję się bać….

Za dwa dni miną trzy lata od kiedy zawalił mi się świat. Nie po raz pierwszy ale za to bardzo nieodwracalnie. Tak, trzecia rocznica śmierci B. zbliża się nieubłaganie Nie wiem jak powinnam się czuć – a jakoś cały czas wydawało mi się że muszę robić i czuć to co „powinnam”, to czego „się ode mnie oczekuje”. Teraz będę czuła to co chce!

nastrój SS by night

Tak jestem wdową, Tak przeżyłam kilka życiowych tragedii, jedna za drugą. Tak, czytaliście o tym już u mnie nieraz. Nie, nie jestem do końca pogodzona z tym wszystkim, nie wiem czy to się kiedykolwiek uda. Ale chcę już żyć. Nie myśleć o tym co mówią konwenanse, że może się komuś nie spodobać to, że jestem szczęśliwa.

dużo wiosny dla Was

Moja mama zawsze chciała mojego szczęścia, B. kochał mnie i dzieci tak bardzo, że chciałby dla nas jak najlepiej. Chcieliby obydwoje,  żebyśmy się dużo śmiali, nie bali jutra, czuli kochani i bezpieczni. Żeby niczego nam nie brakowało, żeby każdy dzień był dobry.  Żeby dzieci miały wsparcie a ja bym nie musiała sama radzić sobie z codziennym życiem.

Ja też chce tego samego. Nie chce już zadręczać się, umartwiać, tkwić w tym wdowieństwie i sieroctwie tak ciągle. Być wiecznie nieszczęśliwa, smutna, zdołowana. Nie takiej matki potrzebują moje dzieci. Muszą widzieć silną, uśmiechniętą i pewną swoich decyzji kobietę. Chcę na takich ludzi ich wychować. Dość już ubierania masek. Ten uśmiech ma być całkiem prawdziwy, prosto ze środka mnie a nie taki z wierzchu zakrywający ból i strach.

Sarny spotkane na przedmieściach Krakowa w drodze na zajęcia.
wiosna w NS

Może wtedy łatwiej będzie podjąć decyzje życiowe, zmienić to co wydaje się nie do zmiany?

Takie mam przemyślenia w tym, trudnym czasie. Jedno się nie zmieni. Nie obchodzę rocznicy śmierci B. Obchodzę rocznicę naszego ślubu.  To tylko dwa dni różnicy a wydźwięk zupełnie inny. Świętuje ten dzień, który dał mi szczęście. Nam dał szczęście i mieliśmy go świętować do końca życia. I niech mówią, że ja muszę zawsze po swojemu i na przekór, to taką właśnie decyzję podjęłam 3 lata temu i będę się tego trzymać.

piękny poranek w Krakowie, daje nadzieje…

Wiecie dlaczego Wam to piszę? Bo napisane ma moc sprawczą. Bo nie daje odwrotu. Bo ten blog powstawał jako rodzaj mojej terapii i musi być nią nadal. Bo jesteście ważni, dajecie wsparcie lub kopa w tyłek, gdy zasłużę. Bądźcie nadal! Dziękuję!

7 thoughts on “O czym marzę kiedy przestaję się bać….

  1. Bardzo mnie poruszyło to, co napisałaś o tym, że dzieciom potrzeba spokojnej, silnej, pogodnej mamy, człowieka, który tworzy dom nieprzesycony nostalgią, smutkiem, bólem. Zgadzam się absolutnie i życzę dużo sił. I poczucia spokoju i szczęścia.

  2. Witam, trochę panią rozumiem…… ja doznałam NAJWIĘKSZej straty dla matki, straciłam dzieciątko 3 lata temu. Ciężko się było nam pogodzić, bo umknęło NAM tak niespodziewanie w 38 tygodniu ciąży. MINĘŁY 4 lata jest lepiej, jest dużo lepiej. W tym roku urodziłam syna i on nas odczarował zaczeliśmy żyć. Mój starszy SYN tak czekał na brata. U każdego kiedyś zaświeci słońce. Pozdrawiam i ŻYCZĘ wszystkiego dobrego….

  3. Witaj Ewuśka. Och! jak się cieszę z Twojego nastawienia. Tak trzymaj i bądź już szczęśliwa. Ściskam Was mocno 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *