Felietony o tym co mnie porusza.

Niepełnosprawny partner – czy to się może udać?

Zwykły człowiek nie zastanawia się nawet nad taką sytuacją, uważając że w jego przypadku jest ona zupełnie nierealna. Pomimo zapewnień o tolerancji oraz braku jakichkolwiek uprzedzeń nie znam nikogo zdrowego, kto wyobraża sobie związek z osobą niepełnosprawną. To jest trudny temat ale z doświadczenia wiem że dla osób patrzących z boku bardzo ciekawy.

Byłam w związku z mężczyzną niepełnosprawnym ruchowo przez 7 lat, w tym 4 lata małżeństwa i jest on ojcem Dziobaka. To była wielka miłość, taka jak w książkach. Totalne szaleństwo, na przekór całemu światu. Byliśmy dla siebie najważniejsi, zapatrzeni w siebie, zakochani. Były motyle w brzuchu, nieprzespane noce. Zaczarował mnie, do tego stopnia, że nie widziałam dziwnych spojrzeń, nie słyszałam komentarzy. Nie chciałam ich słyszeć. Wiedziałam, że mówili że on z wyrachowania to robi, żebym zabrała go z ośrodka dla niepełnosprawnych w którym mieszkał, że u mnie to przejaw zupełnej desperacji.

Związek trwał pomimo wszystko. Pokonywaliśmy wszystkie trudności razem. Hmmm no właśnie…nie razem. Ja pokonywałam. Własne fizyczne ograniczenia, bariery architektoniczne, opór najbliższych. Ale mówiliśmy, że razem. Później On mówił „ja zrobiłem” chociaż jedyne co mógł zrobić to wykręcić nr telefonu, pod warunkiem, że ja mu ten telefon podałam i odpowiednio ułożyłam.

Byłam od niego uzależniona emocjonalnie. Jego złe nastroje wywoływały mój niepokój. Zawsze, pomimo kłótni, napiętej atmosfery musiałam być blisko. Nakarmić, dać pić, poprawić na wózku. Nie było możliwości żeby wyjść i trzasnąć drzwiami. To wykańczało mnie emocjonalnie, dźwiganie jego i wózka niszczyło mnie fizycznie. Mimo wszystko cały czas kochałam. Kiedy było dobrze mogliśmy rozmawiać godzinami, graliśmy w gry online, oglądaliśmy filmy – nigdy później nie byłam tak na bieżąco w filmach. On też kochał i też na pewno nie było mu łatwo, bo raczej facetowi, który rusza jedną ręką i szyją nie ma szans być łatwo.

To był bardzo trudny związek z wielu względów.

Wielu znajomych zniknęło z mojego życia, kiedy pojawił się w nim On, nie rozumieli, nie chcieli w tym uczestniczyć, nie chcieli być proszeni o pomoc…nie wiem z jakich jeszcze względów.

Mieliśmy masę ograniczeń. W tym czasie niewiele było przystosowanych autobusów w komunikacji miejskiej, mieszkaliśmy na 2 piętrze bez windy, z kasą było ciężko. To nie sprzyjało miłosnym uniesieniom. O wszystko trzeba było walczyć, z czasem zaczęliśmy walczyć też ze sobą.

Trudno było o romantyczną randkę, nie mówiąc już o wyjeździe gdziekolwiek. Byliśmy uzależnieni od rodziny, przyjaciół sąsiadów. Wspólne wyjście do przychodni było wyczynem.

Myślę, że teraz jest dużo łatwiej. Więcej miejsc jest dostosowanych dla niepełnosprawnych, łatwiej poruszać się po chodnikach i komunikacją miejską. Są dostępne różne urządzenia, które pomagają osobom niepełnosprawnym w codzienny funkcjonowaniu. Społeczeństwo też inaczej patrzy na nietypowe pary, na niepełnosprawnych na ulicy.

Po urodzeniu się Dziobaka związek rozpadł się z wielki hukiem. Znalazła się inna, która chciała być na moim miejscu. Nikt nie wierzył, ze to On odszedł, a nie ja. Ja też w to nie wierzyłam. Płakałam i cierpiałam bardzo długo. Po tym małżeństwie zostały głownie długi, problemy z kręgosłupem i poczuciem własnej wartości poniżej zera.

To była wielka miłość, ale jak to bywa często też bardzo trudna. Nie jest łatwo wyczuwać potrzeby drugiej osoby, kiedy Twoje są nie do końca zaspokojone. Trudno cały czas być troskliwym i opiekuńczym za dwie osoby. Trudno nie móc oczekiwać wzajemności, tego że w razie potrzeby to Tobą ktoś się zaopiekuje. Trudno żyć za dwie osoby. Nawet jeżeli kocha się bardzo.

Nie wiem jakie szanse mają takie związki. Nasz nie przetrwał. Dziś nie żałuje niczego. Z pierwszego małżeństwa mam Dziobaka i masę doświadczeń. Dużo nauczyłam się o sobie i o ludziach. Mam doświadczenia jakich nigdy nie miałabym gdybym nie przeżyła takiej miłości. Fakt jest taki, że dzięki temu wiem czego chcę od życia, nie boję się trudności, potrafię zaopiekować się drugim człowiekiem. Ale potrafię też zadbać o siebie, wiem czego oczekuje.

Nie twierdzę, że takie związki nie mają szans. Znam kilka które trwają pomimo wszystko, szczerze podziwiam i życzę wytrwałości.

3 thoughts on “Niepełnosprawny partner – czy to się może udać?

  1. Naprawdę podziwiam Cię 🙂 I bardzo, ale to bardzo podoba mi się zakończenie tej historii. To, że teraz wiesz czego chcesz, że wyciągnęłaś wnioski i możesz cieszyć się, że masz wartościowe doświadczenia 🙂 Życzę Ci wszystkiego co dobre, a właściwie życzę Ci wszystkiego, czego pragniesz 🙂

  2. Miłość właśnie taka jest – z jednej strony ślepa z drugiej daje moc. Kiedy mija, często zastanawiamy się jak mogliśmy kogoś takiego kochać. I to dotyczy wszystkich, sprawnych i niesprawnych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *