Życie po katastrofie.

najbardziej ranie siebie ja sama

Od dziecka miałam tak, że nie byłam „dość dobra”. Ktoś zawsze był grzeczniejszy, ładniejszy i lepiej się uczył. To były słowa zazwyczaj taty, czasem kogoś innego z bliskich. Zawsze czułam się gorsza od innych. Zawsze byłam gruba, leniwa i nie specjalnie zdolna…we własnym mniemaniu. Karmiłam się tym co usłyszałam od innych. Słowa ojca były często powodem łez i dramatów wieku dorastania. Później grupa rówieśnicza i porównywanie się z innymi. Zawsze wypadałam blado. Koleżanki były ładniejsze, zgrabniejsze i mądrzejsze. W mojej głowie to się działo i przekładało na podejście do życia, chowanie w wielkich swetrach i za silnym makijażem, siedzenie w kącie i umartwianie się. Jak teraz oglądam nieliczne zdjęcia z tamtego okresu, wiem, że sama zrobiłam sobie tą krzywdę. Pozwoliłam sobie wmówić, że jestem „nie dość dobra”.
Najgorsze jest to, że to trwa nadal, pogłębia się i odbija na moim życiu. Szczęśliwa i pewna siebie byłam tylko wtedy, gdy widziałam w oczach faceta ten błysk na mój widok, i wiedziałam, że ten facet jest w tym momencie tylko mój. Że chwali się mną, jest dumny, że ma mnie obok siebie i nie pozwoli nikomu powiedzieć o mnie złego słowa. Wtedy byłam zakochana, znikały kompleksy, zahamowania i świat należał do mnie. Ale wtedy inni ludzie odbierali mnie całkiem inaczej. Bo to chyba rzeczywiście jest tak, że inni widzą nas ja my sami na siebie patrzymy.
Moje pierwsze małżeństwo skończyło się kiedy przestałam być „Tą najważniejszą”. Wyczułam to szybko, długo jednak wmawiałam sobie, że to nie może być prawda. Zderzenie z rzeczywistością było bardzo bolesna. I samoocena spadła na dno otchłani. Tym bardziej, że zostałam wymieniona na „lepszy model”. A ja.. natychmiast zaczęłam szukać dowartościowania w oczach innego faceta. Inaczej nie potrafiłam. Parę nieudanych prób dobijało mnie skutecznie. Dopiero B. dał mi to czego szukałam. Patrzył tak….że czułam się najpiękniejszą kobietą na ziemi. Powtarzał setki razy że nie ma już dla niego innych kobiet na ziemi. Nikt nie miał prawa powiedzieć na mój temat niczego niepochlebnego. Chwalił się mną wszędzie i wszystkim. A ja rozkwitałam i leczyłam stare rany przy Nim. Uwielbiał kupować mi krwiście czerwone szminki i wielkie kolczyki, podobałam mu się w takich.
Od kiedy Jego nie ma a ja zaczęłam dopuszczać do siebie jakiekolwiek emocje, czuje że pogrążam się strasznie. Nie ma też mamy, która mi mówiła w takich chwilach „Dzidzia będzie dobrze, jesteś piękna i mądra a reszta świata do pięt ci nie dorasta”. Teraz widzę tylko własne koszmarne odbicie w lustrze, błędy popełniane świadomie i to, że sama nie potrafię dowartościować Dziobaka. Popełniam błędy mojego ojca. Bo samej mi źle ze sobą.
Jestem „nie dosyć dobrą” kobietą (nadwaga, brak kondycji i ładnej sylwetki), matką (och tu można wymieniać godzinami moje błędy i niedociągnięcia – ale o tym był już post), panią domu i kucharką. Nic mi nie wychodzi, ciasto i tak się przypali, dzieci obiady wolą jeść na stołówce albo u babci, kwiatki zwiędną a pranie zafarbuje.
Oczywiście, że podnosiłam sobie samoocenę w ostatnim czasie. Ryzykownymi zachowaniami i niezbyt odpowiedzialnie. Skutkowało nawet na chwile. A potem przychodził jeszcze większy dół.
Usłyszałam niedawno od osób, znających mnie krótko ale bardzo dobrze, że ja to jestem taka bardzo silna, przebojowa i pewna siebie, radosna i dająca sobie radę ze wszystkim. Cóż oni wiedzieli, że to jest tylko maska….a w nocy płacz. Jedno zdanie kogokolwiek potrafi doprowadzić mnie do skrajnej depresji.
I jak z tego się podnieść? Kiedy ciągle słyszę, że coś jest tak. Albo sama to mówię. Sama już nie wiem. A nie ma obok nikogo, kto dałby chociaż odrobiną siły i wiary w siebie…..

2 thoughts on “najbardziej ranie siebie ja sama

  1. Nikt nie jest doskonały. Tylko debile rodzaju „naszego” byłego Wałęsy popadają w samouwielbienie i uważają ze świat im się koło pępka kręci.
    Mnie się wydaje że miłość nie polega na bezwarunkowej akceptacji. Myślę że tak jest i owszem jak się ma lat naście i potem może jeszcze raz jak się chłopu albo kobitce zaczyna kryzys wieku średniego. Czyli w przypadkach małpiego rozumu. Pewnie że to piękne jest, ….. ale bardziej boli. jak się z tego wszystkiego przychodzi obudzić. O wiele piękniej jest budować misternie swój świat dając Temu drugiemu wszystko co w Tobie najlepsze i otrzymując co nie co. Uczyć trzeba się całe życie i głupim trzeba odejść. Nie udany placek to tylko dowód na to że coś poszło nie tak. Jak by nie było błędów siedzielibyśmy na drzewie. Następny placek będzie lepszy pod warunkiem że wykombinujesz czy było coś źle. Stare jajka , nie w tę stronę kręciłaś. Poza tym nie musisz popełniać błędów starych ludzi. Tak jak chodzić, pływać, jeździć na rowerze żyć trzeba się uczyć i jakoś będzie. Jak mówił klasyk wojak dzielny Szwejk …. Jeszcze nigdy tak nie było żeby jakoś nie było. Dobra samoocena to ważna rzecz,… ale na Boga Nie każdy może być ideałem. Głupcy tak o sobie myślą ale wcale to nie jest asertywność, tylko idiotyzm.
    Sęk w tym żeby wyciągać wnioski i ciągnąć ten wózek do przodu.

  2. Witaj Ewuśko.
    Dzisiaj ja Ci powiem, tak jak mówiła Twoja M.
    „Dzidzia będzie dobrze, jesteś piękna i mądra a reszta świata do pięt ci nie dorasta”
    I na zawsze niech te słowa Ci Ewuś towarzyszą, bo tak właśnie jest.
    Ściskam mocno i buziaki przesyłam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *