Kruszyna, Moje opowiadania.

Kruszyna cz.1

On był surowym mężczyzną o wyglądzie i ogładzie drwala. mówił krótko, rzeczowo, nie zadawał zbędnych pytań a tym bardziej nie opowiadał o sobie. Nie lubił rozmawiać o uczuciach, a zachęcany do zwierzeń chował się w swoją skorupę i robił opryskliwy. Znajomi mówili na niego Kruszyna – w końcu miał jedyne 190 cm wzrostu i dłoń wielką jak patelnia. Jedynie przy dzieciach stawał się czuły i wychodziły z niego ludzkie uczucia, I przy kotach, które kochał miłością bezwarunkową. Widziałam kiedyś Kruszynę trzymającego w dłoni malutkiego – może 3 -tygodniowego kociaka. Miałam wrażenie, że ten wielki facet gada do ręki. Dopiero jak podeszłam bliżej, zobaczyłam w tej jego ogromnej łapie taką maleńką czarną kuleczkę z wielkimi oczami wpatrującymi się w Kruszynę. Widziałam, że poczuł się zażenowany że ktoś widział go w chwili totalnego rozczulenia a dla mnie był to jeden z piękniejszych obrazków jakie widziałam.
Kruszyna podobał się kobietom, dla wielu był wyzwaniem – chciały go zdobyć i zrobić z niego „porządnego mężczyznę”. On nie zwracał uwagi na umizgi, nie chodził na randki. Był zajęty pracą i swoją największą pasją – treningami. „Po godzinach” był Strongmanem i w tym spełniał się całkowicie. Wszystkim wydawało się że ten facet zawsze będzie sam. Wiele odtrąconych przez niego kobiet rozpowiadało plotki o jego odmiennej orientacji. Przyjaciele jednak wiedzieli, że Kruszyna jest nieśmiały i kompletnie nie potrafi odnaleźć się w świecie kobiet. Nie potrafi flirtować, za to dosyć często jego niewyparzony język sprawiał, że dziewczyna czuła się urażona.
Kiedy poznał Ankę zatrzęsła się ziemia. I zupełnie nie w jakimś romantycznym znaczeniu tej metafory. Ich ciężkie charaktery starły się na parkingu pod sklepem, kiedy ona zajechała mu drogę bo akurat szukała telefonu, który dzwonił jak szalony w torebce. Zatrzymali się obydwoje z piskiem opon i kiedy wysiedli z samochodów pracownicy i klienci marketu mieli widowisko godne tajfunu i burzy z piorunami. Matki zasłaniały uszy dzieciom z obawy, że zwiędną jak pojechali sobie z uprzejmościami po łacinie.
Kilka dni później kiedy okazało się, że Anka dostała pracę na recepcji w klubie, w którym trenował, miał ochotę zmienić klub. Gdyby nie fakt, że trenował tam już długie lata i czuł się lepiej niż w domu pewnie by to zrobił.
Mijali się bez słowa. Anka często z podziwem patrzyła na mordercze treningi Kruszyny, jej największym wysiłkiem w ciągu dnia było zmuszenie do wstania rano z łóżka i zaprowadzenie synka do szkoły.
Któregoś dnia musiała wziąć Karolka ze sobą do pracy. Koleżanka, która miała z nim zostać rozchorowała się a Anka nie miała nikogo innego, kto mógłby ja zastąpić. Była samotną matką i musiała pracować by utrzymać siebie i syna.
Karolek był zachwycony salą treningową. To było spełnienie marzeń małego chłopca. Patrzył wielkimi oczami na mężczyzn dźwigających wielkie ciężary, czy przerzucających opony od traktora. Kruszyna od razu zwrócił uwagę na chłopca. Zagadał pierwszy, zaproponował, że pokaże mu siłownie i do czego służą poszczególne urządzenia. Anka zgodziła się i poczuła ogromną wdzięczność do tego gburowatego faceta. Ujrzała w jego oczach dziwny blask i całkiem inny wyraz twarzy kiedy rozmawiał z jej dzieckiem. pod koniec zmiany Anka zaproponowała Kruszynie wspólną kawę aby podziękować za opiekę nad Karolkiem. Karol był zachwycony Kruszyną, a Kruszyna rozmawiał z nim jak dorosłym mężczyzną i robił to z taką powagą że Anka nie mogła powstrzymać uśmiechu.
To popołudnie spędzili razem. Karol cały czas paplał, opowiadał mamie o tym, że też będzie tak ćwiczył jak będzie duży a Kruszynę zasypywał pytaniami. Oni nie mieli możliwości porozmawiać spokojnie więc tylko co jakiś czas ukradkiem wymieniali spojrzenia. Całkowicie pozbawione błyskawic. Patrzyli na siebie jakby zobaczyli się pierwszy raz w życiu. On nagle spojrzał na Ankę jak na kobietę a nie żmiję, która zaburzyła mu spokojne dotąd treningi. Anka dostrzegła ślady uczuć i coś więcej niż kupę mięśni i przerośniętego ego.
Potem powinno być jak w stylowym romansidle. Zrodziło się uczucie. Trudna i niechciana przez nikogo miłość. Bo on nie powinien się rozpraszać przed mistrzostwami a ona… Ona nienawidziła facetów. Kilku z nich zrobiło jej wielką krzywdę a ten, który miał być spełnieniem marzeń i wiedział jak traktować należy kobietę musiał odejść. Po tym jedynym został Ance Karol – miłość jej życia – i strach, że może znowu pokochać – a to oznacza tylko ból i łzy. Walczyli więc obydwoje, wiedząc, że z miłością jeszcze nikt nie wygrał. Bali się zaangażowania, nie chcieli zaburzać codzienności dziecku bo nie wiedzieli jak potoczą się ich losy. Ance nasiliły się ataki paniki i zmiany nastrojów. Po traumach sprzed lat jej psychika była bardzo krucha, nie zawsze panowała nad swoimi lękami i nastrojami chociaż starała się ukryć to przed całym światem i nie dać ich odczuć Karolkowi. Kruszyna zburzył mur jej mechanizmów obronnych, Dotarł tam, gdzie nie dopuszczała nikogo. Chociaż nie zawsze rozumiał co się dzieje, dlaczego czasami przyciąga go a za chwilę warczy i odrzuca, był na wyciągnięcie ręki. Wspierał tym swoim silnym ramieniem, nosił na rękach Karola, stał się ważny. Zaprosił Ankę i młodego na mistrzostwa świata. Udział w nich był jego życiowym marzeniem. Już tydzień wcześniej wyjechał do Paryża na zgrupowanie. Ance zostawił bilety na samolot i galę oraz adres hotelu, gdzie zamówił pokój.
Dla chłopca i jego mamy był to pierwszy lot samolotem w życiu. Obydwoje strasznie przeżywali podróż i nie mogli się doczekać spotkania z Kruszyną. Mieli zobaczyć się dopiero na gali podczas zawodów.

4 thoughts on “Kruszyna cz.1

  1. Pani Danusiu rozkręcam się, to wprawki przed Kuratorką bo mnie bardzo zmotywowała. Dziękuję za nią i za każde dobre słowo i wiarę we mnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *