Życie po katastrofie.

Jak bardzo potrafi boleć to słynne TU I TERAZ….

Przyszła jesień. U nas to nawet zimę już widać. To przerażające, bo nie przywykłam do śniegu w październiku. Mam nadzieje że postraszy i jeszcze sobie pójdzie. Mówią, że depresja przychodzi wraz jesiennym deszczem. Mają racje. Moja się skradała od kiedy rozpoczął się rok szkolny, ale skutecznie zagłuszyłam ją pracą. Niestety… rocznica śmierci mojej M., niezbyt dobre wieści z kilku bliskich mi frontów, niedobór gotówki (wiadomo wrzesień jest ciężki), zmęczenie i problemy szkolne Dziobaka – pokonało mnie. Zapadłam się w jakąś straszną dziurę i nie mogę się z niej wygrzebać. Im bardziej się miotam, tym głębiej się zapadam. Boję się własnego cienia, zakupy stają się problemem nie do przejścia i ciągle łzy zaraz pod powiekami.
I jestem z tym sama bo przecież na zewnątrz jest wszystko super. Śmieję się głośno, robię kilka rzeczy naraz. Przecież to wszystko co działo się w moim życiu strasznego jest już dawno za mną. Teraz jest już poukładane na nowo. Jest spokojnie, nie dzieje się nic złego. Najgorsze za nami.
Tak, nastała nowa rzeczywistość. Miałam czas się już do niej nawet przyzwyczaić. Ale jakoś ciągle jest nowa. To tak jakbym straciła nagle wszystko co miałam (dom, bliskich, moje życie) – w jakiejś wielkiej katastrofie. Miałam szczęście bo przetrwałam to. Jestem i żyje. Niestety pamięć została. Gdy trwała katastrofa nie było czasu na myślenie, uczucia musiały zostać wyłączone. Teraz wracają, gdy jest już spokój. Nie pozwalają spać spokojnie w nocy, sprawiają, że boli każdy oddech a świadomość, że zostało się samemu przeraża i przytłacza. To wszystko burzy każdą małą cegiełkę nowego. Jestem więc ciągle w punkcie wyjścia. Psychicznie gorzej niż te dwa lata temu. Teraz właśnie chciałabym żeby moja M. była obok. Żebym mogła położyć głowę na jej kolanach i wypłakać się. A Ona by mnie natychmiast rozśmieszyła, pokazała, że to wszystko wydarzyło się po coś i że przecież ja dam sobie radę. Wielu przecież do Niej chodziło po radę w najtrudniejszych momentach swojego życia. Dla każdego miała dobre słowo i mądrą radę. Ona wiedziałaby co powinnam zrobić ze swoim życiem, w którą stronę iść.
Czasem zastanawiam się, jak wyglądałby mój świat, gdyby się to wszystko nie wydarzyło. Gdzie teraz bym była? Czy potrafiłabym docenić to co mam?
Nie bardzo wiem czy kiedykolwiek zbuduje sobie Dom. Taki Mój Dom. Okropnie boje się każdego nowego dnia.

1 thought on “Jak bardzo potrafi boleć to słynne TU I TERAZ….

  1. Witaj Ewuśka.
    Moja Ty Kochana. Cóż Ci mam powiedzieć? Wiem jak to boli, ale tak jak Twoja M. mówiła, wszystko jest po coś. Mnie to pomogło. A jesień zawsze jest taka smutna. Pamiętaj Kochanie, że po każdej słocie musi zaświecić słońce. I dla Ciebie też. Bądź wytrwała i silna dla siebie, dla Dziobaków, dla innych. Przytulam Cię mocno, mocno i nie poddawaj się.
    Całuję i przesyłam „wiadro dobrej energii”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *