Dziobaki i inne zwierzęta domowe., Nasz nowy świat., Relacje subiektywne.

Statki, fale, mewy i biszkopty – czyli ciąg dalszy relacji z podróży.

Nasz pomysł na wyjazd, był właściwie pomysłem T.

Ja głównie stawiałam warunki typu termin czy miejsce. On zorganizował bilety na samolot, na pociąg, noclegi i ogarnął trasę z lotniska na nocleg.
Najważniejszym jej punktem miał być lot samolotem o którym pisałam tutaj:

Wakacyjne szaleństwo – czyli urodzinowy lot samolotem.

.
Jak wiadomo podróżowanie samolotem do tanich nie należy, tym bardziej, że nie rezerwowaliśmy biletów z jakimś wielkim wyprzedzeniem. Pociąg – nawet jeżeli nie było to pendolino – też kosztuje, a noclegi w Gdańsku – to już całkowita abstrakcja.

Bo tak w ogóle to wyjazdy wakacyjne trzeba planować z wyprzedzeniem..

My oczywiście wszystko załatwialiśmy na wariackich papierach. Cudem więc zostały nam jakiekolwiek pieniądze na jedzenie i przetrwanie w Trójmieście.
W związku z tym, że Dziobaki w trakcie tych wakacji atrakcji miały już mnóstwo, na przeróżnych festynach, wycieczkach i wyjazdach dorobiły się najmodniejszych pamiątek, nowych spinnerów, układanek, torebek, automatów do puszczania baniek, glutków, magicznych plastelin, tatuaży z henny i brokatu, kolorowych warkoczyków i innych dupereli, które nie do końca wiem gdzie się podziały, zostało im zapowiedziane, że nad morzem nie zatrzymujemy się przy straganach. Buntowały się głośno ale krótko, co nawet pozytywnie mnie zaskoczyło.

Osiedle? Świetna miejscówka na urlop!

Nasz nocleg znajdował się na 15 piętrze ogromnego bloku, w samym środku gdańskiego osiedla. Właścicielem mieszkania okazał się być młody chłopak. Mieszkał w nim ze współlokatorami a dwa pokoje wynajmował turystom. Przedziwne uczucie wyjechać na wakacje i zamiast na 8 mieszkać na 15 pietrze. Mieliśmy wielki pokój z balkonem, urządzony tak, by było jak najwięcej miejsc do spania. Nic do niczego nie pasowało a na balkonie były głównie popielniczki pełne petów. Przez trzy dni, a właściwie wieczory, które tam spędziliśmy, nie mogłam się doliczyć ile osób tam mieszkało. Spotykałam różne osoby w kuchni i w drodze do łazienki. W zasadzie mijaliśmy się. Większość towarzystwa spała do południa, kiedy my szykowaliśmy się do wyjścia, a gdy wracaliśmy to albo już ich nie było albo właśnie szykowali się na jakąś imprezę. Wracali w nocy, ale my byliśmy tak padnięci, ze nie słyszeliśmy ich powrotów. Wszędzie panował …. hmmm…nieład artystyczny. Mi to nie przeszkadzało zupełnie, bo nie stresowało mnie że dzieci coś rozsypią czy nakruszą. Nikt by tego nie zauważył.

Biszkopty rządzą!!

To miejsce miało jeszcze jeden istotny plus. Po drugiej stronie ulicy była Biedronka! Tam robiliśmy zapasy żywnościowe na cały dzień. Czyli kupowaliśmy biszkopty – hit tegorocznych wakacji dla Smerfetki – krakersy, paluszki i herbatniki. Obowiązkowo też bułki, pasztet, konserwy i ser żółty. Na kolacje parówki, żeby było coś na ciepło. Wodę na cały dzień i babeczkę na deser. Dla równowagi kilka pomidorów i winogrona.
Pachniały nam stoiska z goframi i lodami i raz sobie pozwoliliśmy na nie. Kusiły też gokarty i dmuchane zamki. Przetłumaczyliśmy Dziobakom, że tego zawsze mają pod dostatkiem, a w tych dniach lepiej zainwestować w inne atrakcje. Bywało ciężko i czasem przy każdym straganie musieliśmy powtarzać regułkę.
Bardziej chyba bolało nas, że nie możemy im zapewnić wszystkiego, one jakoś szybko przechodziły nad tym do porządku po chwilowym fochu.
Myślę, że nie zaszkodziło im to w żaden sposób. Czasem trzeba nie mieć, aby docenić wtedy kiedy się ma.
Mój wiecznie głodny syn, połowę plecaka rozdawał mewom, łabędziom, kaczkom i krukom – co oznacza, że nie umrze z głodu jedząc jeden konkretny posiłek dziennie. To też dobra wiadomość 🙂

Muzeum nie musi być nudne!

Podczas pobytu zwiedziliśmy trzy muzea i w żadnym z nich Dziobaki nie miały czasu się nudzić. Wstęp do nich nie był drogi i uważam, że są warte zwiedzenia.

Ośrodek Kultury Morskiej w Gdańsku

 

więcej informacji – klik
Wystawa Ludzie-Statki-Porty

Tu dzieci mają dla siebie salę pełną zabaw i wiedzy, a właściwie wiedzy przemyconej w formie świetnej zabawy. Przez godzinę dzieci sterowały statkiem, nadawały wiadomości alfabetem Morse’a, uczyły się wezłów żeglarskich, uzupełniały dziennik pokładowy, przebierały się za piratów i marynarzy, zanurzały łódz podwodną, prowadziły załadunek towaru na statek, ratowały motorówką rozbitków itd. A to wszystko za 20 zł (bilet rodzinny 2 dorosłych i 3 dzieci).

Statek Sołdek

więcej informacji tutaj – klik
Na statku tym można, poza oczywistym zwiedzaniem najważniejszych pomieszczeń i sprzętu okrętowego, zobaczyć rozbudowaną wystawe „Matki i Statki”. Jest to historia kobiet będących matkami chrzestnymi polskich, i nie tylko, statków. Dowiedzieliśmy się tam skąd wzięła się tradycja chrzczenia statku po zwodowaniu, kim były pierwsze matki chrzestne i jak je wybierano. Można zobaczyć filmy, posłuchać wypowiedzi bohaterek, obejrzeć fotografie a wszystko pokazane jest w atrakcyjnej formie i robi ogromne wrażenie.

Dar Pomorza

więcej informacji tutaj – klik
Przed wejściem na pokład wysłuchaliśmy koncertu szantowego, co wprowadziło nas w odpowiedni klimat. Dziobaki były zachwycone faktem oglądania statku „od środka”. Mogliśmy zobaczyć kajuty marynarzy wyższych stopniem, oraz pomieszczenie, w którym większość załogi, spała, jadła i uczyła się. W nocy rozkładano tam hamaki, w dzień ławy. Ponieważ nasz dziadek płynął kiedyś jako załogant tego statku i opowiadał nam o nim, robiliśmy dla niego specjalnie zdjęcia. Cały czas byliśmy w kontakcie telefonicznym i słuchaliśmy jego wersji tej historii.

Karuzela widokowa

Fajna atrakcja, robi wrażenie i od wewnątrz i od zewnątrz, a w zasadzie z góry i z dołu :). Niestety bardzo droga. W Gdańsku jest to koszt 28 zł od osoby powyżej 140 cm wzrostu i 18 zł poniżej tego wzrostu, W Gdyni jest troszkę taniej – odpowiednio 25 i 15 zł. Za tą cenę kręcimy się około 15 minut. Ruch karuzeli jest bardzo wolny, ponieważ cały czas pasażerowie wsiadają lub wysiadają, więc karuzela zatrzymuje się. Można spokojnie robić zdjęcia lub nagrywać filmiki z widokami. W razie potrzeby, bez problemu można zadzwonić po pomoc do obsługi. Nam udało sie przejechać, w ciągu 15 minut, 4 okrążenia.Dla wymagających możliwe jest wynajęcie wagonika VIP . Jest to koszt 250 zl za maksymalnie 6 osób na pół godziny. Wagoniki VIP mają przyciemniane szyby i są troszkę bardziej komfortowe. Moim zdaniem zwykłe wagoniki są wystarczająco komfortowe. 🙂

Powrót pociągiem – to dopiero przygoda!

13 godzin w przedziale pociągu – to kolejna nowość dla Dziobaków. Mieliśmy czas na zabawę, czytanie książek i miejsce na, w miarę wygodny, sen. T. nas pilnował i kontrolował sytuację. Dziobaki wykończone wrażeniami z Gdyni padły dosyć szybko i przespały większość nocy.

Mamy masę wspomnień, zdjęć – którymi się z Wami podzielę i wrażeń. To był dobry czas 🙂 dziękujemy T.!

Zdjęcia Nasz Kochany T.!

12 thoughts on “Statki, fale, mewy i biszkopty – czyli ciąg dalszy relacji z podróży.

  1. super że tanie wakacje mogą być tak atrakcyjne i że nawet gdyby nam się wydawało że nas nie stać, to oznacza jedynie że ograniczenia są w naszych głowach- podróżowaliście w moim stylu! chapeau bas!

  2. Pięknie zorganizowane, pełne atrakcji i w przyzwoitej cenie wakacje z dziećmi. Tez byłam z córką w Gdańsku w tym roku, ale my głownie po ulicach spacerowaliśmy, a jechałyśmy pociągiem z Poznania.

  3. To był i dla mnie piękny czas. Wspomnienia jeszcze świeże z 1981 roku. Jeden z ostatnich rejsów Daru Pomorza odbył się z moim skromnym udziałem. Krótki bo krótki ale takie rzeczy zostają w człowieku na całe życie. Później było położenie stępki pod Dar Młodzieży budowa nowego żaglowca i wreszcie muzeum. Inaczej to wszystko wyglądało. Na przeciwko był port rybacki. Odprawiał się ms. Profesor Siedlecki a przy stał skwerze stał statek Liceum Morskiego ms. Dębowski. Pamiętam też dwa żółte siarkowce Tarnobrzeg i Siarkopol. Już były wycofywane z eksploatacji. Słowem : pełno złomu tam było wtedy. A dzisiaj moje ukochane Dziobaki tam buszowały gdzie zostało tyle wspomnień. PIĘKNYCH WSPOMNIEŃ choć czas był ciężki. Bo to przecież był początek wojny polsko Jaruzelskiej a matka Dziobaków miała się dopiero w grudniu urodzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *