Dziobaki i inne zwierzęta domowe., Nasz nowy świat.

Wtorku ciąg dalszy czyli wielka woda i wodorosty.

Po pełnym wrażeń poranku, miałam nadzieję, że ciąg dalszy tego dnia daruje mi upokorzeń. Niestety bycie mną nie jest łatwe. Nawet na wakacjach.

Upały dają się nam mocno we znaki. Po drugiej stronie ulicy mamy rzekę, a na jej brzegach na niewielkim odcinku sztuczną plażę. Obiecałam dzieciom, że popołudniu pójdziemy się wykąpać. W międzyczasie umówiłam się też z babcią więc mieliśmy napięty grafik po ich powrocie z półkolonii.

Babcia mieszka po drugiej stronie rzeki. Zazwyczaj chodzimy dość okrężną, bezpieczną drogą przez kładkę, ale oczywiście dzieci wejść do wody chciały już. Okey…pomyślałam, przejdziemy w płytkim miejscu po kamieniach. Zabraliśmy Dafne, żeby nie siedziała w domu sama. Pies panicznie boi się wody więc przeciągnął nas na drugą stronę rzeki lepiej niż psi ratownicy, po czym wpadł w piasek i wytarzał się w nim całą długością i szerokością psa. Wzbudziła salwy śmiech wśród plażowiczów i tumany kurzu.

W drodze powrotnej postanowiłam (o gupia ja!) pójść z nimi kawałek dalej, gdzie nie ma plaży tylko naturalny  brzeg. Naturalny oczywiście oznaczało, że musimy przedrzeć się przez wielkie krzaczory i odnaleźć odpowiednie zejście do rzeki. Wpadłam, na ten jakże genialny pomysł, żeby nie siedzieć w tym tłumie, no i żeby nikt nie miał pretensji, że pies biega po plaży. Właściwie największe pretensje do nas miał sam pies…. ale do tego wniosku doszłam jakiś czas później.

Dotarliśmy szczęśliwie na miejsce. Rzeczywiście było tam znacznie mniej ludzi i kilka osób z psami, W basenie pod wodospadem woda była ciepła i dosyć płytka a nurt nie był zbyt silny. Idealnie dla dzieci. Ja nie planowałam kąpieli więc stałam jak paniusia z torebeczką i pieskiem w wodzie po kostki. Dziobaki były zachwycone, w pięć minut były rozebrane do strojów kąpielowych i moczyły dupki w wodzie.

A ja tak stałam i rozglądałam się dookoła… i zaczęłam się zastanawiać jak ja do cholery przejdę na drugi brzeg? Na TEN brzeg! Przecież tam nie ma miejsca gdzie dałoby się przejść bez problemu. W sukience. I leginsach. OMG.

Musielibyście widzieć te rosnące w moich oczach pytajniki i wykrzykniki. Ani dzieci wyciągnąć z wody się nie uda, one na spokojnie przejdą przez basen. Psa chyba będzie trzeba zanieść na drugą stronę. A ja?

Na szczęście zaczynało się robić późno, wiec sporo osób zbierało się do domu, a ja zaczynałam rozważać wejście do wody po pas. Nagle zobaczyłam jak jeden z panów sączących, na pewno nie pierwsze, piwo, przeszedł bez problemu po wodospadzie na moją stronę rzeki, wlazł na ułożone z wielkich kamieni podwyższenie do skakania do wody i skoczył. Tak sobie przeszedł, po prostu.

AHA! Tu mój mózg chyba całkiem się wyłączył. Wołam dzieci i mówię, żeby złapały się za ręce i poszły na drugi brzeg. Ja będę dzielna i przejdę wodospadem. Tylko co z psem? Tu Dziobak zdecydował za mnie i wziął psa wsadził do wody i trzymał tylko smycz, żeby jej prąd nie porwał. Okazało się, że jednak KAŻDY pies potrafi pływać. I to całkiem nieźle.

Za to ja… Wzięłam swoją torebeczkę pod pachę, odetchnęłam głęboko i mówiłam w myślach, że to tylko kilka kroków. Udało mi się zrobić może dwa, kiedy z wielkim hukiem wpadłam do basenu, przez który przechodziły dzieci.

Rany boskie TOREBKA!!

Na szczęście torebkę przytomnie trzymałam nad głową. To jest chyba jakiś pierwotny instynkt u kobiet. Tak, to musi być wrodzone. Przecież mój mózg jakby nie działał od dłuższego czasu.

Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że na szczęście nie było wokół żadnej młodzieży z telefonami, mogącej nagrywać moje występy. Uśmiechnęłam się uroczo (tak mi się wydawało, bo wyglądało pewnie dosyć żałośnie) i poszłam, przez ten cholerny basen na drugą stronę z torebką nad głową. Nagle Dziobak odwraca się i mówi:

  • o mama jednak weszłaś!
  • ???!!!?!?!!!

Kiedy przelazłam na drugi brzeg i wylazłam z basenu uśmiechając się i robiąc dobrą minę do złej gry zostało mi tylko wykręcenie sukienki.

Woda ciekła mi po wszystkim, brakowało mi tylko wodorostów na głowie. Musiałam tak przejść przez osiedle bo nie było już szans, żeby wyschło. Słońce już zachodziło.

By ł w tym wszystkim jeden pozytyw – nie było mi już gorąco.

Gdy się tak zastanowiłam czemu wpadłam do wody, skoro ten chłop przeszedł chwiejnym krokiem… Mogłam to przewidzieć – przecież ja, nawet najtrzeźwiejsza – nie wlazłabym na tą kupę kamieni. A on wlazł. Wystarczyło połączyć fakty – kwestia wprawy i pewności. Może po kilku piwach byłoby łatwiej.

ten sławny wodospad
dobrze, że robiło się już ciemno
brawo Dafne !!
piękny zachód słońca
dzieci są zachwycone
już bezpieczna na drugim brzegu

9 thoughts on “Wtorku ciąg dalszy czyli wielka woda i wodorosty.

  1. Reakcja dziecka najlepsza 😀 Jednak weszłaś! 😀 Hahahaha… Umarłabym ze śmiechu pewnie, gdybym to zobaczyła na żywo 😀 I prawdziwa babka z Ciebie. Jedyne, o co się martwiłaś, to torebka 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *